Najnowsze wpisy, strona 5


maj 26 2006 Obrączka
Komentarze: 0

Po notce innej niż wszystkie dotychczasowe, czas na normalną notkę. Beznadziejny dzień, od samego rana beznadziejny. Paskudna pogoda i jeszcze ten opis Natalii. "Nigdy nie byłam tak szczęśliwa jak dziś!!! :):):):)", nie wiem do czego ten opis i nawet nie chcę wiedzieć bo to nie moja sprawa. Mimo wszystko jednak gdzieś tam głęboko w sercu zabolało. Jest szczęśliwa i dobrze, powinienem się chyba z tego powodu cieszyć... ale jakoś nie mogę, bo jednak boli fakt, że nigdy nie potrafiłem jej uczynić najszczęśliwszej na świecie.

Obrączka, kawałek srebra, nic wyjątkowego. Dla mnie jednak ten kawałek srebra jest najważniejszą rzeczą jaką posiadam. Wczoraj na uczelni kumpel jak to stwierdził, że się tak zapyta czy ja mam obrączkę. No mam. W sumie to nie jesteśmy z Natalią razem, ale dalej ją noszę. Czemu? Wiele jest powodów. Pamiętam jak je kupowaliśmy, powiedziałem wtedy Nati, że dopóki będę miał obrączkę na palcu to tak długo będę ją kochał. Jest jeszcze jeden ważny powód, ta obrączka jest 'częścią' Nati. Dzięki tej obrączce ta część Natalii jest przy mnie cały czas. Nie cały czas nosiłem obrączkę. Po rozstaniu, przez jakiś czas nie nosiłem jej. Nie nosiłem jej dopóki sobie nie przypomniałem słów, które padły z mych słów zakładając Nati na palec obrączkę. Jednak to nie tylko dlatego z powrotem zacząłem ją nosić. Ta obrączka pomogła mi w najtrudniejszych momentach po naszym rozstaniu. Pozwalała mi wierzyć, że wszystko będzie dobrze, że wszystko da się naprawić. I pomyśleć, że chciałem tą srebrną obrączkę zamienić pewnego dnia na złotą... Ale ja głupi byłem. Kiedy kupowaliśmy te obrączki, ja wierzyłem, że one będą mieć 'magiczną' moc. Wierzyłem, że dzięki tym obrączkom będziemy wiecznie razem. No i mam to swoje 'wiecznie razem'. No ale cóż, rozczarowania bywają bolesne. Jednakże niezależnie od wszystkiego, nawet jeśli nigdy nie będziemy już razem, ja cały czas będę nosił ten dla mnie święty krążek.

chce-tu-zostac : :
maj 24 2006 Notka inna niż wszystkie
Komentarze: 0

Deszcz, który cicho pada. Deszcz, który cicho szlocha... Patrzę na okno i widzę jedną kroplę, która spływa po szybie w dół. Spływa wolno, tak samo wolno jak łzy po moim policzku. Cisza, ta cisza dookoła mnie - jedna myśl, nie chcę dłużej już żyć. Leżę na podłodze, zamknąłem oczy, by jeszcze raz ujrzeć Cię. Uśmiechasz się do mnie, podchodzisz bez słowa i składasz pocałunek na mych ustach. Łzy ciekną, lecz nie ocieram ich... to łzy samotności. Spoglądam, a dookoła mnie nasze wspólne zdjęcia. Podnoszę to, które najbliżej leży, uśmiechasz się, masz taki słodki uśmiech. Cisza, ta cisza dookoła mnie - jedna myśl, nie chcę dłużej już żyć. Zamykam oczy. Tak bardzo samotny, straciłem Cię. A przecież byłaś przyjacielem, byłaś miłością, sensem istnienia mego. Byłaś wiarą, nadzieją, byłaś muzą. Byłaś wszystkim, Słońcem za dnia, Gwiazdą wieczorem, byłaś wszystkim. Leżę samotny na tej podłodze, obdarty z wszystkiego. Tylko cisza mi towarzyszy. Cisza, ta cisza dookoła mnie - jedna myśl, nie chcę dłużej żyć. Tak sobie myślę, czy miłość, którą Cię darzę, grzechem się okazała... ktoś mi Ciebie z ramion brutalnie wyrwał. Cicho szlocham, nie potrafię już bez Ciebie żyć. Moje życie bez Ciebie jest puste, wyprane z wszelkich kolorów. Za oknem pada, szarość spowiła całe miasto... ta sama szarość spowiła moje serce. A ono tak bardzo krwawi, ono tak bardzo pragnie znowu Twej miłości. Me serce ma dość już samotności i tej ciszy. Cisza, ta cisza dookoła mnie - jedna myśl, nie chcę dłużej samotnie żyć. Muzyka w tle. Piosenka niezwykła, piosenka, która leczy rany. Utwór nam dobrze znany. Otulony chłodem, zamykam oczy, chcę znowu śnić. Zamykam oczy by znowu z Tobą być...

chce-tu-zostac : :
maj 21 2006 Nadrabiam zaległości
Komentarze: 0

Sporo czasu nie zaglądałem na bloga. Zresztą w ostatnim czasie jakoś w ogóle nie miałem czasu na robienie czegokolwiek na komputerze. No ale pojawiła się okazja, mam trochę wolnego czasu, więc postanowiłem nadrobić zaległości w pisaniu bloga. A przyznam się szczerze, że brakowało mi pisania, przyzwyczaiłem się w jakimś sensie do pisania, ot taki dziwny nawyk :) No ale to nadrabianie zaległości wypadało by zacząć od początku, wiec zaczynam.

Początek tej miesięcznej nieobecności nie był najlepszy. Wysłałem do Natalii smsa z pytaniem czy nie poszłaby ze mną na kolacje 3 czerwca. chciałem w ten sposób przeprosić za wszystko i gdzieś tam w głębi miałem nadzieje, ze będziemy mogli zacząć wszystko od nowa. Pamiętam jak się rozstawaliśmy, powiedziałem wtedy Natalii, że 3 czerwca poszlibyśmy na kolację. Była by to wyjątkowa data bo z jednej strony dwa lata znajomości, a z drugiej zaczęlibyśmy wszystko od nowa (świat narodziłby się dla nas na nowo). Myślałem, że to naprawdę może się udać... ale po raz kolejny się pomyliłem. Jak się okazało jestem starą rana, której Natalia nie chce rozdrapywać. Rozumiem to, nawet się nie dziwie, przecież po tym wszystkim złym czego doświadczyła ode mnie trudno się dziwić, że nagle o wszystkim zapomni i wszystko będzie jak na początku naszej znajomości. Po otrzymaniu smsa z odpowiedzią na moje zaproszenie byłem wściekły, ale nie na Natalie tylko na samego siebie. Tak na siebie, za to, że jak skończony debil narobiłem sobie nadziei i nagle dostałem na opamiętanie w pysk. Ale może to i lepiej, zniknąłem (choć nie całkowicie) z życia Nati. Przestałem ją nękać, dałem jej wolność. Tak mi się przynajmniej wydaje. Czy to dobre rozwiązanie? Nie wiem, trudno mi odpowiedzieć. Po tych trzech miesiącach od naszego rozstania wiem, że jeśli będę musiał zapomnieć o Natalii (jeśli ona powie, że tak będzie lepiej, bo tylko wtedy będę starał się zapomnieć) to nie będzie to łatwe. Trudno będzie zapomnieć o kimś kogo się tak mocno kocha, z kim się wiązało tyle planów. Kurcze piszę takie brednie jakby to było już wszystko przesądzone. A przecież jeszcze wszystko może się wydarzyć. Choć od dłuższego czasu męczy mnie pytanie czy Natalia jeszcze mnie kocha. Przynajmniej tak troszkę, choć trochę, żeby był ten cień szansy, chociaż najmniejszej szansy na to, że jeszcze może być dobrze miedzy nami. Nie mogę sobie darować tego, że wszystko tak zepsułem, że zepsułem naprawdę wspaniały związek. Nie będzie przesadą jak napisze, ze tworzyliśmy naprawdę wspaniałą parę. Pasowaliśmy do siebie. No ale dość rozczulania się na dzisiaj. Wypadało by napisać o całej reszcie, która się wydarzyła podczas ostatniego miesiąca. Jak już wspominałem wziąłem się w garść i zaczynam normalnie żyć. Choć prawda jest taka, że bardzo brakuje mi Nati. Myślę o niej cały czas. Naprawdę bardzo mi jej brakuje, a najbardziej wtedy jak widzę zakochane w sobie pary. To jest najgorsze, bo wtedy od razu przypomina mi się jak bardzo dałem du... tzn. tych... pośladków, no ;) Ale żarty na bok, wracając do tematu, zaczynam w miarę normalnie żyć. Choć brakuje mi czasu. Cały czas jest coś do zrobienia, a to coś to wiąże się z uczelnią. Do tego zbliża się sesja, teraz to ja już praktycznie nie będę miał wolnego czasu. Kurcze, ale cały czas zbaczam z tematu. Co się jeszcze działo przez ten miesiąc? Hmmm... no jakby nie było dość mocno zaprzyjaźniłem się z Eweliną i Grześkiem. Jak już kiedyś pisałem, w którejś notce fajna z nich para i bardzo ich oboje lubię, ale czasem mam dość. Czemu? Oni tak bardzo w sobie zakochani, jak niegdyś my z Natalią. Jak tak człowiek na nich patrzy to od razu przypominają się najwspanialsze chwile i łzy aż cisną się do oczu... no ale nic. Okazałem się skończonym kretynem to teraz mam za swoje. Wspominając ostatni miesiąc muszę wspomnieć o Juwenaliach, zarówno tych uczelnianych, jak i tych rzeszowskich. Zarówno jedne jak i drugie spędziłem w towarzystwie Eweliny i Grześka. Choć na tych uczelnianych byliśmy jednak większą paczką, czyli: ja, Ewelina, Grzesiek, Ewa, Łukasz, Magda, Natalia i Maciek. Po juwenaliach razem z Grześkiem odprowadziliśmy najpierw Ewelinę do domku, a potem Magdę odtransportowaliśmy pod blok jej faceta. I tu była niespodzianka :) jak się okazało Madzia chodzi z moim kumplem z podstawówki. Rany jaki ten świat jest mały :P Heh fajnie było zobaczyć (po tych kilku latach). Najśmieszniejsze jest jednak to, ze mieszkamy na tym samym osiedlu, a się w ogóle nie widujemy. A co do juwenaliów rzeszowskich to byłem tylko jeden dzień, na koncercie Myslowitz. Tylko jeden dzień, bo w środę nie mogłem, uczyłem się do kolokwium, a w piątek padało i szkoda było iść i stać w błocie. Te rzeszowskie juwenalia były naprawdę bardzo udane. Świetny koncert, zabawa przednia. Po koncercie razem z Grześkiem odprowadziłem Ewelinę do domu. Grzesiek odtransportował Ewelinę pod same drzwi, ech ci zakochani ;) Następnie wpadliśmy do Grześka po dokumenty i kluczyki do samochodu i pojechaliśmy do Tesco. Małe zakupy (czytaj: browar) i pojechaliśmy do Grześka na mieszkanie. Dwie Tatry Mocne i mnie nie było. Hehe, ale za to wesoło było. Grzesiek stwierdził, że się przejdzie i mnie odprowadzi. I poszedł ze mną, w pantoflach!!! :) O rany wyglądaliśmy nieziemsko :P Doszliśmy do mojego bloku, Grzesiek stwierdził, że obiecał Ewelinie, że pokaże mi że jak kasztan kwitnie to pachnie. Tyle, że te kwiaty wysoko rosły. Skakaliśmy, rzucałem kurtką :P ale to nic nie dało. W końcu dałem kurtkę Grześkowi i padło moje najgenialniejsze zdanie tej nocy ‘Ty trzymaj kurtkę, a ja idę na to drzewo’. Tak, ale o wejściu na drzewo w moim stanie nie było mowy :P Grzesiek złamał jakąś gałąź i tym patyczkiem jakoś się udało urwać. Przecudny dostałem bukiet :D A potem parę toastów piwem pod moją klatką i o 4 rano zakończyliśmy imprezowanie :) Grzesiek stwierdził, że jak wróci do domu to mi puści sygnałka. No i akurat, zanim wylazłem na czwarte piętro to puścił sygnałka. Jak to, na drugi dzień, motywował najpierw zapomniał, ale sobie przypomniał. Wolał puścić bo stwierdził, że jak nie puści to bym się ubrał i poszedł go szukać. I kto wie, pewnie by tak było :P O rany, ośmialiśmy się równo! Takie juwenalia powinny być częściej. Zresztą teraz mogę wracać o której chcę. Odbyłem rozmowę z mamą, jakiś czas już temu, wszystko sobie wyjaśniliśmy. Teraz już wiem, czemu nie chciała żebym późno wracał do domu. No i nie powiem, teraz wszystko rozumiem, wystarczyło tylko porozmawiać. Co do ostatniego piątku, to widziałem się z Natalią. Zawiozłem jej plakat na prezentację. Chwilę porozmawialiśmy, było fajnie, choć krótko. Naprawdę fajnie było ją przytulić, pocałować (pomimo, iż to tylko w policzek), czuć jej bliskość. Serce waliło jak szalone...

 

PS. /w sprawie ostatniego komentarza/: Nie chcę zapomnieć, po prostu mam sporo spraw na głowie i nie miałem ostatnio czasu napisać notki, chociaż jednej, krótkiej. Zresztą nawet gdybym chciał zapomnieć to nie potrafiłbym. A wiesz czemu? Bo po pierwsze, jakby nie było nadal Cię kocham, po drugie zależy mi na Tobie, a po trzecie, stanowisz część mojego życia. Tą najpiękniejszą część życia, bo to z Tobą przeżyłem najcudowniejsze chwile swojego życia, a o tym nie można zapomnieć. Szkoda, że tak na to wszystko patrzysz, fakt moja sprawa, że NIE CHCĘ zapomnieć. To są moje wspomnienia i chcę je pamiętać, i nikt mi tych wspomnień nie odbierze. A co do tego, że to już niestety nie Twoja sprawa, no cóż, szkoda, że tak na to wszystko patrzysz. Miałem masę wątpliwości, ale teraz już wiem, już mnie nie kochasz. W sumie to się chyba nawet z tym już pogodziłem. Zresztą trudno się dziwić, po tym wszystkim co zrobiłem, jak można było by mnie kochać. Teraz pozostaje mi już tylko jedno, życzyć Ci wszystkiego najlepszego w życiu. A pamiętam ile razy powtarzałem, że na Ciebie nie zasługuje i chyba sobie wykrakałem. Jeśli naprawdę chcesz, żebym o Tobie zapomniał to jedynie mogę zniknąć z Twojego życia, ale nigdy nie zapomnę, a tym bardziej nigdy nie przestanę kochać. Bo ja mogę tylko z niknąć z Twojego życia, ale to tylko na Twoją prośbę, bo przecież do miłości Cię nie zmuszę. Wiem jak bardzo Cię skrzywdziłem, ile się nacierpiałaś z mojego powodu. Ja to wiem... i wysoką cenę przyszło mi zapłacić. Przecież Cię straciłem. Te wszystkie nieprzespane noce, to ciągłe obwinianie się o wszystko, to poczucie winy i te ciągłe wyrzuty sumienia, to zastanawianie się czy da się to wszystko naprawić, czy jeszcze w ogóle choć trochę mnie kochasz. Choć wiem, że po czymś takim nie można mnie kochać i nie można chcieć być ze mną. To nie jest mało, zapłaciłem naprawdę wysoką cenę, ale pomimo tego nigdy o Tobie nie zapomnę i zawsze będę miał nadzieje, że jeszcze kiedyś, pewnego dnia będziemy razem. Po co to piszę? Nie chcę żebyś poczuła się atakowana z mojej strony, nie, po prostu uważam że masz prawo znać prawdę. O nic też Cię nie obwiniam, bo dobrze wiem, że wszystkiemu jestem winny tylko i wyłącznie ja sam, nikt więcej. Więc jeśli do kogoś mam pretensje to tylko do siebie.

chce-tu-zostac : :
kwi 18 2006 Już po świętach
Komentarze: 1

Święta, święta i po świętach. Od jutra zaczyna się szara rzeczywistość :( Same święta (ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu) minęły całkiem, całkiem... W sobotę miałem urodzinki, heh to już 20 lat na karku. Staro się czuję :P A tak poważnie, to trudno mi jakoś uwierzyć, ze mam już 20 lat. Dziwnie, ale jednocześnie fajnie. Tak dorosło się teraz czuję. W sobotę obudził mnie sms. Zwlokłem się z łóżka i czytam treść smsa. Życzenia urodzinowe i to od nikogo innego jak tylko od najwspanialszego Słońca na świecie. Jednak Nati pamiętała, miłe to było. Jeden krótki sms, a tyle radości. Ale naprawdę miło jest wiedzieć, że ktoś pamięta o twoich urodzinach. Przez resztę dnia pracy, jak to przed świętami, sporo. Pod koniec dnia się nie pomyliłem, poza Nati nikt nie pamiętał. Nawet kochani rodzice głupich życzeń nie złożyli. Trochę mi przykro było. Nie mówię, że od razu miał być tort, czy coś, ale chociaż głupie życzenia. No ale było minęło. W niedziele na obiad przyszły wszystkie trzy babcie (i tu szok, babcia Zosia przyszła w gości). Dodatkowo był jeszcze wujek Marek z Magdą. Koło 16 przyszła jeszcze ciocia Basia z całą rodzinką. W sobotę powiedziała babci, że wpadnie do nas bo będzie miała pretekst, żeby wyjść wcześniej od swojej teściowej (niby złożyć mi życzenia przyszła). Szkoda tylko, że o tym 'wielkim' przyjściu wiedzieli wszyscy tylko nie ja i rodzice. No ale to już zostawiam bez komentarza. A wczorajszy dzień przesiedzieliśmy w domu, tzn. Marcin gdzieś wybył tylko. A ja miałem komputerek tylko dla siebie :) Od dawna w nic nie grałem, więc postanowiłem nadrobić zaległości ;) Oczywiście zagrywałem się kultową dla mnie grą, a mianowicie GTA Vice City. No i tym sposobem święta przeminęły bezpowrotnie. No, a za dwa tygodnie znowu parę dni wolnego, bo to długi weekend majowy będzie. Oby tylko dotrwać do tego weekendu :P

chce-tu-zostac : :
kwi 13 2006 Sobą być
Komentarze: 0

Przestać udawać, zacząć być sobą. Moje nowe motto. Nie wiem czy Nati po tym wszystkim będzie chciała jeszcze przekonać się o tym, że naprawdę się zmieniłem. Mimo wszystko chciałbym któregoś dnia odbyć z nią rozmowę i wyjaśnić czemu się zachowywałem tak jak zachowywałem podczas naszego ostatniego spotkania. Oczywiście jeśli pozwoli mi to wyjaśnić i będzie chciała o tym rozmawiać.

Wczoraj rozmawialiśmy na gg, było miło. Miło w jeśli chodzi o moje odczucia po tej rozmowie. Po każdej naszej "cieplejszej" rozmowie, humor mi się poprawia. Cieszę się, że rozmawialiśmy wczoraj tak swobodnie, na luzie. Chyba na nowo stosunki między nami się ocieplają, może się mylę, ale tak mi się wydaje.

Zbliżają się święta :( Nie cieszę się jakoś specjalnie z tego powodu. Nie wiem czemu, ale pierwszy raz jakoś nie cieszą mnie te święta... No, ale na razie jeszcze jest przed świętami i moje nastawienie do świąt może ulec zmianie... zobaczymy po świętach.

Od przyszłego tygodnia mam zamiar zacząć biegać. Codziennie 5 okrążeń na Resovii. Oczywiście nie sam :) Będę biegał z kumplem ze studiów. Grzesiek ma na mnie dobry wpływ, no i mobilizuje do tego, żeby coś zrobić. Chciałem iść oddać krew, ale nie mogłem wystarczająco się zmobilizować, żeby pójść. No i Grzesiek wyskoczył z pomysłem, że idziemy oddać krew. Jakiś czas temu myślałem, żeby zacząć biegać w celu 'zgubienia' kilku kilogramów, które przybyły podczas zimy, no i Grzesiek znowu wyskoczył ze swoim 'wielkim' pomysłem, że będziemy codziennie biegać. Plan jest dobry :) Codziennie 5 okrążeń na Resovii i za jakiś czas nie powinno być już tych kilku niepotrzebnych kilogramów :P

chce-tu-zostac : :